niedziela, 7 lutego 2016

Tak - miłość jest cierpliwa

Poniedziałek: Masz dziś dobry dzień.
Wtorek: Ciekawe jak długo.
Środa: Długo tak nie wytrzymasz. Znam Cię.
Czwartek: Naprawdę widzę zmianę.
Piątek: Jestem pełen podziwu.
Sobota: Jestem ciekaw, jak bardzo to w sobie tłumisz.
Niedziela: To już prawie tydzień. (...) Fajna taka jesteś. Oby tak już było zawsze.

Tak mniej więcej wyglądało podsumowanie mojego "tygodnia cierpliwości" przez Niedoskonałego. Na początku nie wierzył we mnie i myślał, że po prostu mam akurat dobry dzień. Ale zawzięłam się, starałam się i staram cały czas myśleć pozytywnie i nie dać się też prowokować.
Zdałam sobie sprawę, że to, co często odbierałam jako atak na siebie i powód do focha, było tylko... moim odbiorem. Złym odbiorem.

Ktoś kiedyś powiedział, że aby osiągnąć sukces nie trzeba wstawać wcześnie, ale wstawać z uśmiechem na twarzy. Coś w tym jest. A radosnego podejścia do codzienności da się nauczyć.

Wiedziałam, że moje zachowanie rzutuje na wszystkie relacje, zwłaszcza tę najważniejszą. I doceniam ogromną cierpliwość Niedoskonałego, że to wszystko znosił. Co ciekawe, On sam zauważył, że niejednokrotnie prowokuje mnie do takiego zachowania, zwłaszcza, że widzi teraz moje starania. I sam też próbował się powstrzymywać od jakichś docinek czy żartów.

Najbardziej chyba jednak otrzeźwiło mnie, już po upływie tego całego tygodnia, stwierdzenie Lubego, że czasem nie miał wcale ochoty siedzieć w domu ze mną "złą". Ale kocha. Więc jest.

Oj naprawdę kocha. Ja bym chyba nie wytrzymała z kimś takim jak ja wtedy :P

No ale już, miejmy nadzieję, najgorsze za nami :) trzeba iść na przód i nie osiadać na laurach. Trwając w cierpliwości od jutra zaczynam dokładać do tego łaskawość ;)

Ach! No i najważniejsze! - Nic w sobie nie tłumię! Jest mi z tą nową "Niedoskonałą" naprawdę dobrze :) :) :)


Czytaj dalej »

czwartek, 4 lutego 2016

Ziarnko do ziarnka inaczej

Kilka dni temu pisałam, że po ziarenku można uzbierać garść nie tylko dobrych rzeczy, ale gromadzić też złe emocje, pochodzące często z drobnych nieporozumień. ("Ziarnko do ziarnka">>>)

Oprócz planu na to, jak zmieniać siebie, mam też pewien pomysł na to, jak małymi kroczkami, nawiązując do tytułu - po ziarenku - zacząć coś zmieniać i zaangażować w to obie strony.

Miałam się tym podzielić najwcześniej dopiero za kilka dni,  żeby zobaczyć, jak to w ogóle nam wychodzi, bo nie spodziewałam się, że efekt będzie wręcz natychmiastowy. Przynajmniej w naszym przypadku.

Plan jest w zasadzie banalny: rano, jak Mąż już jest w pracy, wynajduję w Internecie jakąś sentencję czy "złotą myśl" (a pomocnych stron jest na pęczki), adekwatną do tego, co akurat między nami się dzieje (jeśli śledzicie moje wpisy to wiecie, że w tym tygodniu pracuję nad cierpliwością i początkowo cytaty miałam zamiar dobierać tematycznie, ale póki co nie trzymam się tego). Przez cały dzień chodzimy z tą myślą, a wieczorem w kilku minutach rozmowy dzielimy się naszymi przemyśleniami w kontekście nas samych i naszego małżeństwa.

Pierwszego dnia, gdy to zaproponowałem, Niedoskonały podszedł do tego z rezerwą, ale sama rozmowa była ok. Drugiego dnia, gdy Mały poszedł już spać, a ja nie podjęłam tematu, sam się upomniał, że mamy o czymś porozmawiać, a dziś rano wychodząc do pracy przypomniał mi, że mam Mu coś wysłać :)

I mimo, że to dopiero trzeci dzień, widzę już pewną zmianę na lepsze w naszych relacjach :) chyba wraca "przedślubność" ;)

Warto rozmawiać! Choćby to było tylko te kilka minut, ale szczerze i prosto w oczy, podejmij wyzwanie! :)



PS. Myśl z danego dnia możecie podejrzeć u góry po prawej :)
Czytaj dalej »

środa, 3 lutego 2016

Małżeńskie randki

Czy zastanawialiście się kiedyś, co tak w zasadzie oznacza słowo "randka"?
Ewidentnie kojarzy się nam ono ze spotkaniami chłopaka i dziewczyny w celu poznania się, aby sprawdzić, czy mają szansę stworzyć coś trwałego w przyszłości.

Osobiście mam wrażenie, że słowo to powoli gdzieś nam umyka i oznacza coś bardziej poważnego niż "spotkanie", "wyjście", "widzenie się" z kimś. Brzmi poważniej i mimo, że ma na celu właśnie dopiero poznawanie się, jest już jakoś tak zobowiązujące w porównaniu do podanych określeń.

Sama ciocia Wikipedia daje dość rozbudowaną i trafną w mojej ocenie definicję randki.
Co prawda w definicji tej wspomniano o tym, że randki dotyczą także małżonków, ale chyba w naszej świadomości randka istnieje tylko przed ślubem. A szkoda.

Zainspirowana do tych przemyśleń (>>>) doszłam do wniosku, że sama osobiście nigdy nie użyłam w stosunku do siebie tego określenia. Miałam chłopaka, "widywałam się" z nim, "wychodziłam" do kina, na zakupy, na kawę, "spotykaliśmy się" często; potem już jako narzeczeni dodatkowo zajęliśmy się przygotowaniami ślubnymi, a po ślubie - przygotowaniami na przyjście dziecka. Dużo podróżowaliśmy w tym czasie, staraliśmy się spędzać czas aktywnie by nie siedzieć tylko przed tv i wcinać chipsy, ale żadne z nas nigdy nie powiedziało: "choć, pojedziemy na randkę do Lublina", albo "idźmy dziś na randkę do kina". Zapomniane słowo :)

Jak więc w obliczu powyższego tym bardziej mówić o randkach małżeńskich? Nadal staramy się wychodzić razem do kina, na kawę, razem chodzimy do kościoła, ale czy to randki?

Zaczęłam się zastanawiać, które momenty w moim życiu mogę nazwać randkami ze swoim osobistym Mężem. Myślę, że są takie. Czasem może spędzamy je we trójkę, ale to przede wszystkim te momenty, kiedy trzymamy się za ręce i czuję, że cały czas tak wiele nas łączy i że naprawdę Go kocham.
Kiedy idziemy przez galerię za ręce. Przez miasto za ręce. W kawiarni. W kościele On zawsze bierze moją rękę w tym czasie, kiedy się siedzi. 

To są te "nasze momenty".

W definicji randka ma na celu:

  •  ustalenia czy istnieją możliwości do powstania oczekiwanej zażyłości, a w szczególności czy (potencjalny) partner jest odpowiedni pod względem:
  • atrakcyjności;
  • oczekiwań co do kierunku rozwoju znajomości;
  • charakteru;
  • zainteresowań i możliwości wspólnego spędzania czasu;
  • sposobu bycia i kultury osobistej;
  • statusu społecznego i materialnego;
  • pochodzenia społecznego;
  • wykształcenia i poziomu intelektualnego;
  • podejścia do spraw seksu;
  • zwyczajów i stylu życia;
  • światopoglądu i przekonań religijnych;
  • zapatrywań na sprawy związane z założeniem rodziny, posiadaniem dzieci i ich wychowaniem.

Te nasze "randki" nie są po to by to ustalać - skoro jesteśmy małżeństwem, to znaczy, że już to obgadaliśmy - ale po to, by to potwierdzać, dostosowywać do zmian w naszym życiu i planować.

Podsumowując - warto randkować! :) i szukać wolnych chwil na bycie razem. Bo miłość trzeba pielęgnować jak kwiat :)

Czytaj dalej »

wtorek, 2 lutego 2016

Dno

Czasami bywa tak, że człowiek budzi się w świetnym nastroju, a potem nagle ni z gruszki ni z pietruszki dobry nastrój mija. Są tacy, którzy potrafią dusić w sobie negatywne emocje, są tacy, którzy od razu muszą się podzielić swoimi przeżyciami. Najgorzej chyba jednak, jak ktoś próbuje coś ukryć i mu to nie wychodzi - niby wszystko jest ok, ale każdy czuje, że coś nie gra.



Należę niestety do tej trzeciej grupy. Oczywiście rykoszetem dostaje Niedoskonały - jest najbliżej i najczęściej ;)

Ale umiem też się zawziąć. A dziś widzę pierwsze owoce planowej pracy nad jedną rzeczą/cechą. Choć w głowie mam cały czas całość Hymnu, to nie próbuję poprawiać się w innych aspektach "przy okazji". Lepszy wróbel w garści... i jedna sroka trzymana za ogon ;)


Nie zastanawiałam się nigdy, ile będę w stanie znieść i poświęcać się w małżeństwie. Nie sądziłam też, że macierzyństwo - na zewnątrz wyglądające raczej słodko - bywa takie gorzkie - w sensie: wymagające. Ale jeszcze bardziej nie sądziłam, że może tak bardzo wpływać na emocje.



W ostatnim czasie wiele razy musiałam zmierzyć się ze skrajnymi emocjami. Pewnie, że hormony robią swoje, radykalna zmiana trybu życia po urodzeniu dziecka też była ogromnym przewrotem. Ale próbując odkryć w sobie źródło różnych lęków nie sądziłam, że mogę dotknąć dna. Doprowadzić do takiej sytuacji, w której najmniejsze nawet niepowodzenie, przykra myśl, czy nawet wyolbrzymiona drobnostka skończą się potokiem łez i nie ustającą myślą, że życie w gruncie rzeczy jest bez sensu.



Dopiero kiedy uświadomiłam sobie, że jestem na dnie swoich negatywnych emocji, odkryłam, co jest ich przyczyną. I choć hormony na pewno szaleją, macierzyństwo daje czasem w kość i nie każde działanie kończy się sukcesem - przyczyna okazała się zupełnie inna, ale o tym w następnych dniach.

Żony i matki być może wiedzą jaka :)


A tak poza tym to myślę sobie, że lepiej dotknąć dna niż pływać gdzieś zawieszonym po środku. Bo od dna można się odbić, a pływanie nie wiadomo gdzie nie zmienia położenia.





Czytaj dalej »

poniedziałek, 1 lutego 2016

Nawet w miłości...

Mówi się, że najpiękniejszych chwil w życiu się nie zaplanuje - że one przyjdą same. Bardzo możliwe. 
Z drugiej strony - praca popłaca. Tak jest zazwyczaj.

Myślę, że się ze mną zgodzicie, że trzeba być w życiu spontanicznym, chociaż czasami. Nie wszystko da się też zaplanować i trzeba być przygotowanym na różne niespodzianki.

Podobnie jest z miłością. Można śnić o wysokim szczupłym brunecie z niebieskimi oczami, a spędzić życie z niskim grubym blondynem o krzywym nosie i piskliwym głosie. Bo tylko na początku człowiek zwraca na to uwagę, dopóki nie pozna osoby jako człowieka duchowego a nie tylko cielesnego.
Podobno miłość nie wybiera ;) ale tak na marginesie - moje ideały się urzeczywistniły ;)

Tak więc kiedy się już zakochasz z wzajemnością, można powiedzieć - cel osiągnięty.
Ale ale ale...

No właśnie. Zawsze to "ale". Miłość też trzeba karmić! Nie będzie ona trwała wiecznie w niezmienionej formie, chociażby dlatego, że sami ludzie się zmieniają i miłość w pierwotnej formie mogłaby po kilku latach nie mieć racji bytu.

Choć oczywiście warto wracać do tych pięknych chwil wspólnych początków, kiedy wszystko było takie łatwe i bezproblemowe.

Na wszytko można mieć plan. Na wiele trzeba. Na miłość też.

Jaki jest mój?
W zasadzie oczywisty :)

Dla mnie najlepszą definicją miłości jest "Hymn o miłości" z pierwszego listu do Koryntian. Dla jednych to tekst religijny, dla innych - literacki, ale nie zmienia to faktu, że nie można mu odmówić ponadczasowości.

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego,
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieje,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje.

Znacie zapewne ten "myk" aby w miejsce słowa "miłość" wstawić swoje imię, by zobaczyć, czy jesteśmy bądź nie tacy, jak w tym hymnie.

Ja nie będę się tu publicznie spowiadać, ale brakuje mi wiele :P
Tak więc od dziś, planowo co tydzień, będę się starała pracować nad kolejnymi aspektami miłości.

Jeszcze dobitniej brzmią te punkty w najnowszym przekładzie Biblii:



Tak więc od dziś - MIŁOŚĆ JEST CIERPLIWA!

PS. Ja nie jestem cierpliwa więc trzymajcie za mnie kciuki! ;)

Czytaj dalej »